Obudzenie - opowiadanie erotyczne - cz. 1
Promienie księżyca delikatnie oplotły twarz Marka, wydobywając z mroku jego blady profil o orlim nosie. Marek musiał poczekać, aż chmury ponownie przesłonią księżyc zanim mógł ruszyć dalej. Niestety, ciepła lenia noc i lekko zachmurzone niebo nie były jego sprzymierzeńcami, ale jedynie w czasie pełni mógł się swobodnie poruszać. Promienie księżyca dostarczały mu wtedy potrzebnej energii.
Koniecznie musiał zdobyć pożywienie. Od ostatniego jego posiłku minęło nie wiadomo jak wiele lat. Wydawało mu się, że były to wieki. Tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności oraz temu, że był tak potężny, zdołał się wydostać ze swojego więzienia i przybrać ludzką postać.
Było to niepojęte, ale Marek się bał. Przerażały go ogromne potwory o świecących oczach, wydające niskie warczące odgłosy. Ale to dzięki nim skała, w której został uwięziony uległa zniszczeniu. Potwory, dalej z wielką zaciekłością kruszyły skały i posuwały się na północ. Postanowił odejść jak najdalej od tego przeklętego miejsca. Równocześnie zastanawiał się, jaką mocą muszą dysponować ludzie, których słuchały się te dziwne zwierzęta. Przez moment próbował wniknąć do umysłu jednego z mniejszych zwierząt, ale było to niemożliwe. Tak jakby umysł zwierzęcia był odgrodzony od niego murem nie do przebycia, zza którego nie dochodzi żaden dźwięk ani żadna myśl.
Porzucił gwałtowną myśl, aby przejąć kontrolę nad umysłem któregoś z ludzi wydających polecenia potworom. Był bardzo osłabiony i obawiał się, że ludzie, którzy sterują potworami nie są zwykłymi ludźmi, a kimś o mocy wpływania na umysły innych. Obawiał się, że jego próba wniknięcia do umysłu takiego człowieka może zostać zauważona. Jeszcze nie był gotowy do walki z kimś tak potężnym. Pamiętał, że to właśnie ludzie posiadający takie zdolności, a dokładniej Bogudowie zdołali go uwięzić w tej przeklętej skale.
Jego rozmyślania na moment przerwała chmura, która przysłoniła księżyc, więc Marek przemknął niczym duch do kolejnej kępy drzew. Tkwiąc w skale przez te wszystkie lata, prawie został duchem i niemalże utracił zdolność regeneracji. Gdyby jeszcze dłużej pozostał pod władzą wykutych w skale zaklęć, to nie byłby w stanie się zregenerować.
Jednakże w tej chwili to nie miało znaczenia. Musiał się posilić.
Pod osłoną następnej chmury przebył kolejne metry na południe. Odgłosy potworów były coraz cichsze, więc Marek coraz mniej się obawiał, że zostanie zauważony i poruszał się konsekwentnie w kierunku południowym, nie zważając już na to, czy księżyc go oświetla czy nie.
Po kilku minutach wędrówki przez pola trafił na drogę. Ucieszył się. Przy każdej drodze są ludzkie osady, a aby odzyskać utracone przez te wszystkie lata siły, potrzebował kobiety.
Myśl o kobiecym ciele dodała mu otuchy. Wiedział, że jeśli tej nocy posiądzie kobietę, to wróci mu część sił i nie będzie się już musiał obawiać, czy przeżyje. Marek poruszał się dalej drogą, aż trafił na zabudowania ogrodzone niewysokim płotem. Za bramą stał jeden z potworów, ale widocznie spał, gdyż jego ślepia były ciemne i się nie poruszał. Był znacznie mniejszy od tych, które zniszczyły jego więzienie. Marek bezszelestnie przeskoczył nad ogrodzeniem i przeszedł tuż obok potwora. Ponownie spróbował wniknąć do jego umysłu, licząc na to, że być może we śnie będzie bardziej dostępny. Ale ponownie mu się to nie udało. Dziwne. Przecież zwierzęta też śnią, w związku z czym powinien móc złapać jakąkolwiek myśl. Niepewnie zbliżył się do zwierzęcia - gotów w każdej chwili odskoczyć. A może zwierze było martwe? Było to jakieś wytłumaczenie. Tym bardziej, że nie wyczuwał ciepła - zwierzę było zupełnie zimne. Przekonany, że bestia jest martwa, śmiało skierował się w kierunku domu.
Stojąc pod oknami, uwolnił swój umysł i wniknął myślą do środka, aby wysondować, kto się znajduje wewnątrz. Znalazł trzy osoby. Kobieta i mężczyzna spali przytuleni do siebie w zachodniej części domu, a trzecia osoba spała zupełnie sama tuż za uchylonym oknem, pod którym stał. Prawie bez zastanowienia wślizgnął się do środka i stanął przy łóżku młodej kobiety. Przez chwilę przyglądał się jej kruczoczarnym włosom niedbale rozrzuconym na białej poduszce, po czym położył się tuż obok niej, przylegając swoim ciałem do jej pleców. Nie chciał, aby się obudziła, więc położył swojej dłonie na jej karku i wypowiedział Słowo. Będzie tylko jej sennym marzeniem.
Najdelikatniej jak mógł, przesunął swoje palce wzdłuż jej karku, a potem lekko - po jej kręgosłupie w dół do samych pośladków. Kobieta poczuła jego dotyk i mikroskopijne włoski na jej karku zjeżyły się. Marek przysunął swoje usta do jej karku i zasmakował jej ciała. Było to jak uczucie pierwszej kropli wody na języku po długim wysiłku. Tak jak wyschłe usta, które poczują życiodajną wodę, pragną jej więcej, tak i on zapragnął więcej życia leżącej obok kobiety. Wiedział, że najwięcej życiodajnej energii uwalnia się podczas orgazmu, dlatego aby ją przejąć, musi doprowadzić tę kobietę do rozkoszy. Mimo iż desperacko potrzebował energii życia, nie spieszył się. Wiedział, że im dłużej będzie pieścił swoją ofiarę, im więcej rozkoszy jej da, tym więcej vitale trafi do niego. I wreszcie zaspokoi swój głód porządnym posiłkiem. Nagie ciało kobiety czekało na jego kolejną pieszczotę. Przesunął swoją prawą dłoń po jej ramieniu, a lewą pieścił jej pośladki. Czuł jak skóra kobiety się napina i pragnie więcej pieszczot. Grzbietem dłoni przejechał po jej karku odsuwając włosy z jej ucha. Następnie delikatnie musnął swoimi wargami jego najwrażliwszą część. Swoim umysłem Marek wniknął do jej głowy, aby poczuć co czuje jego partnerka. To go dodatkowo podniecało, a równocześnie wiedział, co sprawia kobiecie największą rozkosz. Niemalże czuł dokładnie to samo co ona - to delikatne łaskotanie równocześnie podniecające i wywołujące dreszcze, przebiegające wzdłuż całego kręgosłupa. Jeszcze raz pocałował jej ucho. Tym razem delikatnie ugryzł ją w płatek. Ciało kobiety zareagowało kolejnym dreszczem i szybszym biciem serca. Przesuwając ręce na jej piersi, delikatnie nacisnął jej ramię i kobieta przewróciła się na plecy. Marek poczuł się jak wirtuoz grający na fortepianie. Tak jak pianista, który delikatnie uderzając w klawisze wie, jaki dobyć dźwięk, tak Marek, przesuwając swoje ręce po jej piersiach, wiedział jak zareaguje ciało kobiety. Oddech jego partnerki stał się głębszy, policzki się zaróżowiły, a maleńkie jeszcze przed chwilą sutki powiększyły się. Kobieta przeciągnęła się jak kotka i odchyliła do tyłu głowę, delikatnie rozchylając usta. Tak jakby czekała na pocałunek ukochanego. Usta Marka zbliżyły się do jej szyi i Marek począł ją całować. Cały czas opierając się na ramieniu zbliżył swoje usta do jej ust i namiętnie je pocałował. Kobieta cały czas śpiąc oddała pocałunek. Jej podniecenie rosło coraz bardziej. Wyczuwał jak piersi kobiety powiększają się i twardnieją. Wiedział, że równocześnie jej łono robi się wilgotne. Zdjął dłoń z jej piersi i przesunął po brzuchu w kierunku wzgórka łonowego, po czym niczym statek halsujący pod wiatr jego dłoń minęła tę najcieplejszą część ciała kobiety i zaczęła pieścić wewnętrzną stronę ud. Kobieta rozszerzyła nogi tak, jakby chciała zachęcić go, aby wszedł w nią. Marek czuł, że jej ciało tylko czeka na to, aby przyjąć go w sobie. Tak jak nie zjada się deseru od razu i delektuje się każdym kęsem, trafiającym do ust, tak Marek smakował ciało swojej ofiary. Prawą ręką wciąż pieścił jej uda, od czasu do czasu przesuwając dłoń po jej coraz wilgotniejszym łonie. Natomiast jego usta całowały nabrzmiałe sutki kobiety. Nagle kobieta, jakby świadoma co się dzieje, chwyciła głowę Marka prawą ręką i przycisnęła do swojej piersi wydając delikatny jęk rozkoszy. Następnie złapała jego dłoń i niemalże siłą wprowadziła jego środkowy palec do swojego wnętrza. Markowi to odpowiadało, a jego podniecenie rosło coraz bardziej, powiększając jego męskoś do niewyobrażalnych rozmiarów. Przez ciało kobiety przebiegały spazmatyczne dreszcze i była coraz bliższa szczytowania.
To był ten moment. Kobieta oddychała szybko, jak rycerz podczas walki, a jej całe ciało wprost krzyczało – wejdź we mnie. Marek pochylił się pomiędzy jej rozszerzonymi nogami i wszedł w nią. Poczuł jak jego twardą męskość otacza miękka, gorąca i niesamowicie wilgotna wagina kobiety. Niemalże czuł krew, która przepływa wewnątrz nabrzmiałych warg jego partnerki. Poruszał się w niej powolnymi, dokładnie wyliczonymi ruchami. Ręce kobiety zaczęły gwałtownie chwytać i puszczać pogniecione już prześcieradło, a jej usta szybko łapały oddech. Nagle przez kobietę przepłynął gwałtowny spazm, a za nim drugi i kolejny. Marek poczuł, jak uwalnia się jej energia życiowa i wchłaniał ją w siebie, czując jak jego niesamowicie słabe ciało nabiera siły. Nie przestawał poruszać biodrami i wchodzić raz za razem do jej gorącego wnętrza. Kobieta rzucała się pod nim w spazmach rozkoszy, niczym liść dębu drżący na gorącym wietrze. Wtem poczuł jak wszystkie mięśnie kobiety zadrżały, a z jej ust wydarło się głośne westchnienie i wszystko się uspokoiło.
Marek był usatysfakcjonowany. Wiedział, że nabrał tyle energii, iż nie będzie się musiał martwić o to, czy nie rozpadnie się w nicość. Oddech kobiety się uspokajał - śniła swój sen dalej. Marek wiedział, że rano kobieta będzie wyczerpana, być może nawet zachoruje. Zostało jednak w niej wystarczająco dużo życia, aby dobry posiłek i zdrowy sen uzupełniły vitale, które od niej przejął.
c.d.n.